wtorek, 7 lipiec 2009

Wakacyjnie

8-21 lipca: Kasia idzie na...
!!!

Dzisiaj pakuję walizkę i jutro rano śmigam do Bułgarii. Może odpocznę ;)
Może - bo wymyśliłam sobie że pojadę jako wychowawca na obóz młodzieżowy. Doświadczenie w wychowywaniu młodzieży mam, do tej pory była to jednak młodzież
- którą znałam
- której ufałam
- która nie piła

Jak będzie teraz? To się okaże. A póki co biorę się za listę rzeczy które muszę spakować ;)

wtorek, 30 czerwiec 2009

A w Krakowie było bosssko!

4 godziny stresu, 11 godzin świętowania i 3 godziny snu - tak przedstawia się mój bilans po niedawno zakończonym weekendzie w Krakowie. A tak dokładniej...
4 godziny stresu... głównie przedobronowego. Stres zaczął się rano i trwał do momentu jak weszłam na salę, na której znajdował się mój promotor i recenzent. Po zamknięciu drzwi stres zamiast mnie sparaliżować... jakoś tak wyparował! Obawiałam się drżenia głosu, trzęsących się rąk... tymczasem był uśmiech, pełen relaks i nawet zwracałam uwagę na mowę ciała - aż sama w to nie wierzę!
11 godzin świętowania... w każdym zakątku Krakowa. Obiad w gruzińskiej restauracji (której nazwa wciąż mi się miesza więc sobie ją daruję ;)), kilka ogródków na rynku, spacer nad Wisłę i wokół Wawelu, mecz siatkówki u Luisa, odwiedziny Galerii Krakowskiej, przejazd meleksem, gra w piłkarzyki w klubie Politechniki i w końcu powtórnie ukochany Luis wraz z wieczorem salsy i najpyszniejszymi truskawkowymi drinkami.
3 godziny snu... z przerwami. A potem jeszcze całodzienne łażenie po Krakowie, zwiedzanie Wawelu i byczenie się na trawie.

I jak tu nie kochać Krakowa? Będzie mi brakować tych krakowskich weekendów, bo były naprawdę niezapomniane... Ci ludzie, ta atmosfera... ach :)


środa, 24 czerwiec 2009

Na specjalne życzenie Agatki - weselne ploty

Dużo by o weselu pisać, ale postaram się jak najbardziej w skrócie.
  • dla niewiedzących - byłam świadkową na weselu kuzynki. Początkowo bylam niechętnie nastawiona do tej całej imprezy, ale im bliżej terminu tym bardziej nie mogłam się doczekać.
  • na ślub udałam się z osobnikiem poznanym na Cyprze. Takim co się dobrze prezentował i super tańczył. No i cała rodzina zachwycona, padały nawet pytania o datę ślubu - że niby naszą! Ostatecznie jednak ślubu nie będzie - a przynajmniej nie z nim ;)
  • chociaż co do tego mojego ślubu... to złapałam welon. Nie wiem jakim cudem ;) krawat złapał mój daleki kuzyn. A że moi rodzice siedzieli tuż koło jego rodziców... to całą uroczystość weselną nam zaplanowali ;)
  • na poprawinach pojawiłam się sama bo moj partner pojechał dalej przed siebie. I to były najlepsze poprawiny na jakich byłam ;) zajęłam się sama sobą co oznaczało zabawę z każdym po kolei - właściwie nie było piosenki którą spędziłam siedząc przy stole. Pod koniec słyszałam tylko: "świadkowa - tańczymy!", "świadkowa - wznosimy toast!", "świadkowa - Ty to jesteś niesamowita" ;)
  • ach, zapomniałam wspomnieć o babci! otóż moja babcia (lat siedemdziesiąt kilka) pochowała już dwóch mężów ale wciąż jest młoda duchem. Na weselu brakowało jej tylko kawalera. Postanowiłam więc zeswatać babcię z dziadkiem pana młodego. Najpierw przedstawilam dziadkowi plan, potem zapoznałam go z babcią... i poszli tańcować. Całą rodziną planowaliśmy już babci ślub (byłabym świadkową ;)), okazało się jednak... że dziadek dla babci już za stary byl i za wolny. Ona chyba potrzebuje kogoś koło 50-tki ;)
  • przez to wszystko zachciało mi się wlasnego wesela. Ale chyba jeszcze trochę czasu upłynie zanim będę tańcować w białej sukni ;)
Na więcej nie mam siły, jakby co to zapraszam na gg :)

wtorek, 23 czerwiec 2009

Krótko ale treściwie

Po sobotnim koncercie na Dniach Radomska zespół Ptaky ma co najmniej jedną nową fankę - mnie. Polecam całą płytkę - kawałki są całkiem całkiem, to samo wokalista i gitarzysta :D

A tak w ogóle to żyję i mam się dobrze. Obroty mam coraz wyższe ale nie narzekam - wręcz przeciwnie. Raz się żyje ;) ciągle nie wiem czy taki tryb życia mnie nie wykończy - ale co tam, jeszcze 2 tygodnie i urlop - chociaż oczywiście nie spędzę go leżąc do góry tyłkiem (przynajmniej nie teoretycznie... bo w praktyce mam zamiar mieć trochę spokoju ;)).

No nic, lecę spać i pozdrawiam nowego czytelnika - milej lektury jutro, proponuję jakieś wspomagacze bo bez nich możesz tego nie przetrwać ;):):)

piątek, 12 czerwiec 2009

Przedweselnie

Łukasz wybiera właśnie garnitur w Poznaniu. A mnie czeka jeszcze wizyta w kościele na podpisywaniu dokumentów, wizyta u koleżanki na paznokciach, wizyta u fryzjera (7.45 rano!!), odwiedziny koleżanki która zrobi mi makijaż i ogólne strojenie... faceci mają zdecydowanie łatwiej!
A tak poza przygotowaniami do wesela to denerwuje mnie czerwcowa pogoda. Rano jak wychodzę do pracy jest względnie ładnie. Potem przez cały dzień raz pada, raz świeci słońce. Przychodzi godz. 16.00, czyli czas kiedy wychodzę z pracy - i oczywiście MUSI padać. A koło 17.00 - jak zazwyczaj jestem już w domu - wychodzi znowu słońce. Dzisiaj to przewidziałam i do centrum handlowego podwiozła mnie koleżanka, jak już z niego wyszłam - o 16.47 - świeciło słońce i było gorąco.
No nic, wracam do weselnych przygotowań, a Wy trzymajcie kciuki żeby wszystko poszło jak należy! :)

poniedziałek, 8 czerwiec 2009

Aaaaa

Mój weselny partner jest w drodze z Cypru do Polski. Autem jedzie. Jeszcze przedwczoraj zamartwiałam się że nie zdąży przejechać tych 4000 km (tym bardziej że po drodze jeszcze zwiedza). Dzisiaj mi ciut ulżyło - jedzie zgodnie z planem, teraz zwiedza Saloniki i jak stwierdził - przybędzie wprost na wesele.
I jak mówi: nie ma się w co ubrać za bardzo. Znaczy jakieś spodnie i koszulę może znajdzie.

Gdyby nie był tak świetnym tancerzem i tak sympatycznym gościem... i gdybym nie chciała tak bardzo się z nim spotkać.... to pewnie już dawno szukałabym kogoś innego ;)

No ale cóż, teraz pozostaje mi tylko spokojnie czekać, oddychać głęboko i się nie denerwować... nawet jeśli on zdecyduje się iść na to wesele w hawajskiej koszuli i krótkich spodenkach to będziemy się dobrze bawić! A uwagę pewnie bardziej będzie przykuwać jego opalenizna, ewentualnie mój dekolt ;)

Przeżyłam i mam się dobrze. Póki co.

Myślałam że tego weekendu nie przeżyję i padnę trupem, a razem ze mną padnie mój zastępca, pan Stanisław. Na szczęście oboje żyjemy i mamy się dobrze - chociaż może nie będę się wypowiadać w jego imieniu bo w sumie to nie wiem.
Zrealizowałam wszystko co miałam zrobić (czyli urodziny, sobotni poranek w pracy, wieczór panieński, komisja wyborcza) a nawet więcej, bo udało mi się dzisiaj napisać kawałek mojej podyplomowej pracy.
A to dlatego, że frekwencja w wyborach do PE była masakrycznie mała - w moim okręgu zagłosowały 154 osoby, co stanowiło ok. 13,7 % wyborców. Większość czasu siedzieliśmy w ciszy słuchając tylko radia i czytając książki / gazety, lub w moim przypadku - pisząc pracę.
I choć z jednej strony się cieszyłam z tej niskiej frekwencji (bo mniej liczenia), to jednak patrząc na to globalnie - źle się dzieje, że tak mało osób wzięło udział w tych wyborach. Ci którzy głosowali, byli to głównie ludzie starsi - co przełożyło się na wyniki, bo u mnie najwięcej głosów zebrał PiS. Na 'mojej zmianie' ludzi młodych było może 6 czy 7... a to przecież głównie oni powinni dostrzegać zalety UE i możliwości, jakie ona daje...

ehh, no nic, kładę się już spac. Bo to że przeżyłam weekend wcale nie oznacza, że przeżyję jutrzejszy dzień... całe szczęście do pracy idę dopiero na 10.00 więc wyśpię się ciut dłużej.

poniedziałek, 1 czerwiec 2009

Borys Szyc ma nową dziewczynę....

... Pudelek jeszcze nie ma jej fotki (normalnie pierwszy raz sama weszłam na pudelka!!!!), nie jestem nią ja.... ale wiem jak wygląda! Powiem Wam że nic specjalnego :P
A wszystko dlatego że zupełnie przypadkiem spotkałam się z nimi (ooo jak to brzmi :D) w Manufakturze wczoraj. Usiedli tuż koło mnie przy stoliku i co trochę zerkali - czyżby Borys widział moją fotkę na naszej klasie albo na stronie banku?

Miałam w ogóle do niego podejść i zapytać:
- Przepraszam, czy pan Maciek Stuhr? - ale ostatecznie stwierdziłam że nie jestem taka walnięta ;)

No ale dość o nich, to miał być tylko taki chwyt reklamowy ;)

Dzisiejsza notka tak ogólnie ma być o tym, że jak przeżyję ten tydzień to naprawdę będzie dobrze. Od piątku do poniedziałku chyba nie będę zupełnie spała... bo mi się przyjemności zazębiają z obowiązkami i tak naprawdę nie ma z czego zrezygnować...
zaczynam od urodzin siostry Magdaleny. Potem sobota w pracy, przy stoisku reklamowym... wieczorem wieczór panieński za który jestem odpowiedzialna jako miss świadkowa... wrócę z wieczoru, wnioskuję że gdzieś nad ranem... a tuż przed 7.00 muszę być w Urzędzie Miasta po karty do głosowania.... bo jestem w komisji wyborczej. I cały dzień wyjęty z życiorysu...

Czy ja w ogóle pisałam o tym że jestem przewodniczącą?? Normalnie masakra!!

Poszłam na pierwsze spotkanie komisji z myślą że się wkręcę na wiceprzewodniczącą. Bo mniejsza odpowiedzialność a kasa większa niż ma normalny członek. Kiedy nadszedł czas wyborów zaczęłam wszystko organizować - żeby pokazać że się nadaję...
panie obecne w komisji na przewodniczącego zaproponowały pana który ma chyba ze 100 lat, a 90 to na pewno. Ale pan poprosił o głos i mówi:
- Ja przewodniczącym być nie mogę bo mam słaby wzrok (oż cholera, pomyślałam, przecież to znaczy że ten dziadek nic nie zrobi podczas tych wyborów, nic kompletnie!! Ani nazwiska na liście nie znajdzie, ani ptaszka nie postawi, ani głosów nie zliczy... i to by tłumaczyło fakt, że podpisał się w złej rubryce na liście obecności!!!). Ale byłem już wiceprzewodniczącym więc teraz tez mogę być. (Oż cholera!! Koleś mnie wygryzł z mojej upatrzonej funkcji! Bez sensu :/) A na przewodniczącą proponuję tę panią - i tu swoją pomarszczoną ręką wskazał mnie!

Cóż, nie było jak uciekać, no więc zostałam przewodniczącą... musiałam jechać na szkolenie do Piotrkowa, w środę idę oglądać lokal wyborczy, w piątek liczenie kart... ale się wkopałam!!

Noo więc jak przeżyję ten weekend to będzie dobrze. A za tydzień wesele! I już się go nie mogę doczekać - oby tylko mój partner zdążył dojechać do mnie z Cypru ;)

czwartek, 28 maj 2009

Tak szczerze...


Pomimo tego że mam zajęte całe dnie - pracą, rolkami, przewodniczeniu komisji, przygotowaniem do wesela, wyjazdami...
Pomimo tego że co chwilę się spotykam ze znajomymi i przebywam wśród ludzi...
Pomimo tego że ciągle dostaję wiadomości od jakiś facetów którym się podobam...
Pomimo tego że mam z kim porozmawiać...

Pomimo tego wszystkiego czuję się samotna. Tak wewnętrznie. Własnie sobie to uświadomiłam...

poniedziałek, 25 maj 2009

W moim niebie

Ładnie jest w moim niebie? Kwiatuszki dla każdego odwiedzającego :)

Poprzednia wersja mojego bloga była wspomagana informatycznie, z tą sobie poradziłam całkiem sama. I dumna z siebie jestem, a co! Zresztą nie tylko dlatego - wczoraj w końcu nauczyłam się kręcić kółka na rolkach*! Teraz przede mną przeplatanka tyłem :)

A ta piosenka chodzi za mną od kilku dni. Don't stop me now, I'm having such a good time! - to trochę jak przestroga dla zainteresowanych Panów** ;)



* nazwa stworzona przeze mnie. Chodzi o to że jadę i układam rolki 'po łuku' tak, że robię kółko i się odwracam w drugą stronę :)
** ostatni Pan próbował mnie ograniczać i marnie na tym wyszedł ;)